piątek, 30 listopada 2012

„Mirabilia” czyli Kobiety, których Ktoś nie widział (to nie jest recenzja z wystawy)



Kiedy idę na wystawę fotografii i później przychodzi mi do głowy, żeby zapisać garść wrażeń z tego, co zobaczyłam, to chciałabym się najpierw zachwycić. Chciałabym chcieć różne rzeczy w związku z wystawą „Mirabilia”, ale zachwycić akurat się nie umiem. A czytałam już bardzo dobrą recenzję tego wydarzenia i zbioru fotografii. We mnie po obejrzeniu pozostał cień smutku. Smutku przywołanego pięknem i formą, a najbardziej jakąś moją struną, którą obrazy poruszyły. Widziałam dziś zdjęcia Kobiet, których Ktoś nie widział.

Wystawa się skończyła. Tuż przed zamknięciem oglądaliśmy ją we trójkę – Autor zdjęć, ja i nasz Syn. W wyrazistych ramach, które pasują do klasycznych obrazów, malarskie fotografie. Ciekawie zaprezentowane, kreatywnie. Na zdjęciach kobiece akty. Patrzę na kobiety, patrzę na ich ciała, na ich oczy. Widzę kompozycje, dialog z dziełami dawnych mistrzów. I potem wracam do oczu. Te oczy chcą, żeby Ktoś je zobaczył. I to się nie dzieje. Jeden wyjątek. Znajoma mi kobieta, znajoma z kuchni. Wisi obok półki, o tu. Teraz jest po niej puste miejsce, bo pojechała na wycieczkę do galerii. Kiedy wróci, będzie bardziej swojsko. Widzę ją od kilku lat. Widziałam inne jej odsłony. Troszkę o niej wiem. Chociaż spotkałyśmy się tylko w kilku obrazach. Miałam czas, żeby zdążyć ją polubić.

Kiedy Partner fotografuje nagie ciała kobiet, to może rodzić różne uczucia. We mnie pojawiały się kiedyś zazdrość, poczucie zagrożenia, problem z akceptacją własnego ciała. I pytanie często o osobistą wolność w związku. Czego mogę oczekiwać, a czego nie będę się domagać. Jak daleko chcę odejść w swoją stronę i jak blisko potrzebuję być, żeby czuć się bezpiecznie, żeby czuć się związana, żeby czuć się nieosobna.

Autor zdjęć w moim osobistym odbiorze nie wchodzi w dialog z fotografowanymi kobietami. Nie spotyka się z nimi. Spotyka się z ich piękną formą. Używa tej formy, żeby porozmawiać z widzem o sztuce. Jest w tej rozmowie bez słów sprawny, twórczy, posiada świetny warsztat i wiedzę o historii malarstwa. Rządzi światłem, kompozycją, barwą, linią, połączeniem, fakturą, rekwizytem, symbolem, metaforą, materią. Jest odkrywczy. Rządzi prawie wszystkim. Pozostaje jedynie para zdziwionych oczu, które nie utonęły w oczach tego, kto patrzy. Nie sięga w głąb tej pary studni. Albo może to ja nie sięgam. Nie komunikuję się. Widzę w tych oczach pytanie „kim jesteś?” i znajduję ciszę zamiast odpowiedzi.

To w ogóle nie jest recenzja. To jest tekst o oczach.

No tak. To nie jest o zdjęciach. To jest tekst o moich oczach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz