środa, 28 listopada 2012

manna w pełnię


Ze dwa razy na pięć lat zdarza się taki złoty miesiąc, który ma trzy piątki, trzy soboty i trzy niedziele. Albo czegoś innego ma trzy. I wtedy dostaję wiadomość, że to jest własnie TEN jedyny od 732 lat (albo od 824, w alternatywnej wersji) miesiąc, kiedy mam szansę być bardziej bogata niż jestem. Niewiarygodnie bogata. I to nie jakieś tam bogactwo duchowe, tylko to prawdziwe, po prostu będę spać na pieniądzach. Wystarczy, że wyślę do pięciu (siedmiu) ((siedemdziesięciu siedmiu)) znajomych tę wiadomość i manna mnie zasypie. Całkiem. Dziś jest wtorek, nie pierwszy mój wtorek. Słońce już za chmurami, widzę po lewej przez okno. Pójdę zaraz w tamtą stronę po Dziecko do przedszkola. W drodze powrotnej będziemy deptać albo nie deptać szpary między płytkami chodnikowymi, a przed nami wysoko zaświeci księżyc. Jutro jest pełnia, każde życzenie się spełnia. Manno syp śmiało, zgadzam się. Ja za to policzę wtorki, płytki chodnikowe stąd dotąd, a potem jeszcze chmury. Jak skończę liczyć, kupię sobie biurko, krzesło, nową wystrzałową filiżankę do kawy i napiszę książkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz