piątek, 8 sierpnia 2014
chłopiec (siedem lat i pięć dni)
Dziecko poszło po ziemniaki. Wyszło z bramy. Potem przez dwie ulice. Sklep. Znowu przez dwie ulice. Wróciło. Całe. Dałam radę;)))
krótka rozmowa
Pytanie: Czy jak się ma 40 lat to jest się dwa razy mądrzejszym w miłości niż kiedy ma się lat 20?
Odpowiedź: Nie jest się.
Odpowiedź: Nie jest się.
wtorek, 5 sierpnia 2014
czasem mgła (kiedyś)
Dziś dostałam dwa identyczne komunikaty: "martwię się o ciebie". To z jednej strony miłe, że Ktoś o mnie myśli. Ale samo zmartwienie, szczególnie jeśli jest chroniczne, wygląda jak szara mgła, która pełza, ściele się. I niczemu nie służy. Zasłania słońce. Zamiast zmartwienia... nie wiem co... może zapal światełko. U mnie się pali. Jedno wielkie na niebie, jedno małe na stole. Kilka w okolicznych sercach. Tak. coraz więcej światełek, iskier, gwiazd.
No dobra, a teraz siedzę i wgapiam się w to zdanie "mgła niczemu nie służy". A może właśnie przychodzi mgła, bo jest mi do czegoś potrzebna. Co mogłabym zrobić we mgle...?
Nawet jest odrobinę mglisto i wilgotno, ziemia paruje po burzy. Grzmiało i tłukły pioruny tu niedaleko. I spadały kulki gradu.
Czasem mgła, czasem grad...
Mgła...
No dobra, a teraz siedzę i wgapiam się w to zdanie "mgła niczemu nie służy". A może właśnie przychodzi mgła, bo jest mi do czegoś potrzebna. Co mogłabym zrobić we mgle...?
Nawet jest odrobinę mglisto i wilgotno, ziemia paruje po burzy. Grzmiało i tłukły pioruny tu niedaleko. I spadały kulki gradu.
Czasem mgła, czasem grad...
Mgła...
jeden dzień w lipcu, jedna chwila
Taki przebłysk mi się przydarza coraz częściej. To było przy Bora-Komorowskiego. W jakimś samochodowym horrendalnym hałasie. Idę i nagle doświadczam absolutnej ulotności Tego Wszystkiego. Absolutnej. Przechodzimy z Tytusem przez ulicę mokrą od deszczu. I wiem, że znikniemy: ja, on, deszcz, to auto, co rozchlapuje wodę. Wszystko. Kiedyś. A teraz jest właśnie to. Tylko to, co jest.
sobota, 2 sierpnia 2014
przychodzi i odchodzi
Ciało przychodzi i odchodzi. Widziałam. Nie tak szybko, jak myśl albo uczucie. Inaczej przychodzi.
Pod palcami gładka skóra. Wierzchnia warstwa ziemskiej rzeczywistości. Tu zamieszkałam.
Oddech przypomina mi o czymś. Moje płuca dalekie od doskonałości i jeszcze bardziej odległe od niej miejskie powietrze, wpływa w kanaliki. Łaskocze.
Oddech. Przypomina, żeby zrobić to bardziej. Żeby zaczerpnąć aż do dna. Do samego dołu brzucha. Zatrzymać. Wydech. Lekki zawrót w głowie. Jeszcze raz, wolniej, mocniej.
Oddycham uważnie, płuca mówią, żebym tak robiła.
Obserwuję. Wiem, że próbuję kontrolować. Zauważam, kiedy spłycam oddech i przez chwilę żyję złudnym przeświadczeniem, że mogę coś zatrzymać. Że mogę przeskoczyć ponad strachem. Myśl bierze oddech, związuje go sobą i mówi: "teraz jesteś mój". I dokładnie tak się wydarza. Oddech dygocze jak ryba leżąca na boku w płytkiej przybrzeżnej kałuży poza zasięgiem fal. Dopóki nie przyjdzie przypływ i porwie tę rybę, jeśli zdąży. Niech zdąży. A zanim to się stanie, jej przez chwilę się zdaje, że to morze jest takie malutkie i że wystarczy tylko mocno przycisnąć policzek do wilgotnego piasku, żeby żyć.
I potem, kiedy łomot fali porywa i ona wraca do świata, i ten świat znowu jest prawdziwym światem, z całym bezkresnym szmaragdowym błękitem, zapomina o tym, że zapomniała, dopóki znowu nie przydarzy się fala przybrzeżna, dopóki znowu nie przydarzy się piasek przyklejony do policzka i oddech, który udaje życie.
Pod skórą pulsują rzeki. Płyną do morza, słonego, dalekiego, tutaj.
Pod palcami gładka skóra. Wierzchnia warstwa ziemskiej rzeczywistości. Tu zamieszkałam.
Oddech przypomina mi o czymś. Moje płuca dalekie od doskonałości i jeszcze bardziej odległe od niej miejskie powietrze, wpływa w kanaliki. Łaskocze.
Oddech. Przypomina, żeby zrobić to bardziej. Żeby zaczerpnąć aż do dna. Do samego dołu brzucha. Zatrzymać. Wydech. Lekki zawrót w głowie. Jeszcze raz, wolniej, mocniej.
Oddycham uważnie, płuca mówią, żebym tak robiła.
Obserwuję. Wiem, że próbuję kontrolować. Zauważam, kiedy spłycam oddech i przez chwilę żyję złudnym przeświadczeniem, że mogę coś zatrzymać. Że mogę przeskoczyć ponad strachem. Myśl bierze oddech, związuje go sobą i mówi: "teraz jesteś mój". I dokładnie tak się wydarza. Oddech dygocze jak ryba leżąca na boku w płytkiej przybrzeżnej kałuży poza zasięgiem fal. Dopóki nie przyjdzie przypływ i porwie tę rybę, jeśli zdąży. Niech zdąży. A zanim to się stanie, jej przez chwilę się zdaje, że to morze jest takie malutkie i że wystarczy tylko mocno przycisnąć policzek do wilgotnego piasku, żeby żyć.
I potem, kiedy łomot fali porywa i ona wraca do świata, i ten świat znowu jest prawdziwym światem, z całym bezkresnym szmaragdowym błękitem, zapomina o tym, że zapomniała, dopóki znowu nie przydarzy się fala przybrzeżna, dopóki znowu nie przydarzy się piasek przyklejony do policzka i oddech, który udaje życie.
Pod skórą pulsują rzeki. Płyną do morza, słonego, dalekiego, tutaj.
niedziela, 13 lipca 2014
wszyscy gadają
Na nasze podwórko od wczoraj przychodzi czarna chuda kotka. Jest młodziutka, wygląda na zadbaną. Ktoś ją gdzieś w świecie karmi, bo nie chce tutejszego jedzenia. Za to łasi się, chętnie biega za sznurkiem, pozwala się wziąć na ręce. Na podwórko wchodzi Patricia i mówi, co widzi: - O, kot! Skąd się tu wziął?
- Ze snu Tytusa - odpowiada Tomasz.
Niedawno Tytus powiedział, że chce kota. Kot jest.
Kilka godzin później. Wszyscy Sąsiedzi głosują za tym, żeby kot był Tytusa. Ja w to nie wchodzę. Kot nas odwiedził, pobył, potem chciał wyjść, a że drzwi były zamknięte, wymyślił, żeby przez okno. W ostatniej chwili udało się złapać. Pierwsze piętro bez skrzydeł z działającą grawitacją to dla małego kota za duży wyczyn.
Kolejna propozycja to Sąsiedzi z parteru. Słyszę, jak Tytus tam biegnie, żeby ich przekonać. Woła: "Słuchajcie, jest taka sytuacja, że wszyscy gadają o kocie..."
No właśnie. Jest taka sytuacja. CDN.
- Ze snu Tytusa - odpowiada Tomasz.
Niedawno Tytus powiedział, że chce kota. Kot jest.
Kilka godzin później. Wszyscy Sąsiedzi głosują za tym, żeby kot był Tytusa. Ja w to nie wchodzę. Kot nas odwiedził, pobył, potem chciał wyjść, a że drzwi były zamknięte, wymyślił, żeby przez okno. W ostatniej chwili udało się złapać. Pierwsze piętro bez skrzydeł z działającą grawitacją to dla małego kota za duży wyczyn.
Kolejna propozycja to Sąsiedzi z parteru. Słyszę, jak Tytus tam biegnie, żeby ich przekonać. Woła: "Słuchajcie, jest taka sytuacja, że wszyscy gadają o kocie..."
No właśnie. Jest taka sytuacja. CDN.
dziecięce pytanie
Tytus trochę wie o historii, o drugiej wojnie światowej, o historii getta żydowskiego. W ogóle coraz więcej wie o świecie. I po swojemu odbiera i przetwarza te informacje, które napływają z rozmów dorosłych, z odpowiedzi na Jego pytania. Czasem pyta o czas wojny, która to wojna wydaje się z perspektywy władającego drewnianym mieczem Chłopca i atrakcyjna, i straszna.
Dziś rano pytanie: - Mamo, czy jesteś Żydem?
- Nie, nie jestem - odpowiadam po chwili wahania. Wahanie bierze się stąd, że im dalej w las, tym bardziej wydaje mi się, że jestem wszystkim i każdym.
- To dobrze - słyszę.
- Dlaczego?
- Gdybyś była Żydem i przyszłaby wojna, to ja bym nie chciał.
Dziś rano pytanie: - Mamo, czy jesteś Żydem?
- Nie, nie jestem - odpowiadam po chwili wahania. Wahanie bierze się stąd, że im dalej w las, tym bardziej wydaje mi się, że jestem wszystkim i każdym.
- To dobrze - słyszę.
- Dlaczego?
- Gdybyś była Żydem i przyszłaby wojna, to ja bym nie chciał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)