Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rytuał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rytuał. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2013

Równonoc nad rzeką

To był mój pierwszy raz, kiedy zrobiłam Marzannę i utopiłam ją w rzece. Kukła symbolizująca boginię śmierci, która pomaga przejść z czasu zimy i ciemności, do nowego. To przejście trwa dłużej niż chwila w czasie, prowadzi z mrocznego snu - w życie.

Śpią w gawrach niedźwiedzie, śpią w bajkach królewny, śpią marzenia. Uśpiona moc zaprasza, żeby ją przebudzić, objąć. Natura sama w sobie ma siłę potrzebną, by przywołać śmierć i również siłę do tego, żeby przynieść odrodzenie. Nastaje wiosna, ten czas, kiedy trawa przebija się do słońca po długiej, trwającej wiele miesięcy nocy. Człowiek współbrzmi z naturą, ale też sam wybiera, stawia stopy na ziemi, tworząc własną ścieżkę.

Moją Marzannę uszyłam z kwiecistego materiału, do jej głowy wpakowałam to, co symbolizuje wszystkie sprawy, których nie będę już dalej nieść. Kilka przedmiotów. Z nich najważniejsze dla mnie korale od Janki. Janka zmarła trzy lata temu. Wybierając dziś korale uczciłam jej pamięć, ale też zdecydowałam się coś zamknąć. I coś rozpocząć. To nowe, to równowaga między tym co kobiece i męskie, między dawaniem i przyjmowaniem, między byciem aniołem i byciem człowiekiem. To czas miłości, która obejmuje również tego, kto kocha. To czas i świat, w którym kobieta szanuje mężczyznę i mężczyzna szanuje kobietę.

W dniu zrównania dnia z nocą wiatr targał powierzchnię wody, w której przeglądało się jasne słońce. Tuż obok Smoczej Jamy biegały dzieci, wysoko nad miastem szybowały trzy duże czarne ptaki. Gdyby to była wieś, pomyślałabym, że przyleciały dziś bociany.

Marzanna popłynęła, a ja poszłam i nie obejrzałam się za siebie. Przejście Równonocy wywróciło mój żołądek na lewą stronę. Nie spodziewałam się tego silnego uczucia. To są jednak drzwi. I wybór, żeby przekroczyć próg, prowadzi do czegoś realnego. Symbolika rytuału otwiera umowny czas i umowną przestrzeń, w której naprawdę dzieje się zmiana. 

Dzień dobry, wiosno.

sobota, 26 maja 2012

most zamknięty na klucz

Był taki dzień niedawno, jeden z dobrych dni. Szłam kładką zawieszoną nad Wisłą. Ta kładka spina brzegi rzeki w Królewskim Mieście Krakowie już od dawna, ale ja nią szłam po raz pierwszy. Wysoko nad ciemną wodą, w gorącym słońcu. Kiedy opierałam się o solidną stalową poręcz, w dole widziałam fale rzeki, które z dużej odległości przypomniały mi Bałtyk.

Przechodniów idących kładką chroni szara metalowa siatka, granica między bezpiecznym przejściem, a powietrzną otchłanią. I tę kratkę wzdłuż mostu, na całej szerokości Wisły zdobią kłódki. Teraz już wiem, że to popularny zwyczaj na mostach wielkich miast, ale kiedy zobaczyłam to po raz pierwszy, chwilę trwało, zanim dotarło do mnie, po co one tu są. Kłódki mają napisy albo mniej czy bardziej starannie zaprojektowane i wykonane nadruki, niektóre są grawerowane. Napisy to pary imion. Przychodzą Kasia i Tomek z własną kłódką, zapinają na kracie, a kluczyk wrzucają w nurt rzeki. Rytuał przypieczętowany stalowym zatrzaskiem. Na zawsze razem. Obietnica zamknięcia, zamknięcie obietnicy. Klucz utonął. Nie ma odwrotu. Chyba żeby… Krata w wielu miejscach jest poprzecinana. Kluczyka nie ma, leży w dole na dnie, pewnie trzeba przynieść nożyce do metalu, żeby ceremonialnie zakończyć to, co się zakończyło. Na początku w głębinie wylądował kluczyk, a jakiś czas później dogania go kłódka. Ryby się dziwią, że tyle spadania.

Szłam przez ten most i to nawet nie była myśl, ale czucie. Czułam te kłódki ciałem, boleśnie. Rytuał, związek przypięty do kraty, zatrzaśnięty żelazem, utopiony w rzece.

Idąc wtedy, trzymałam dłoń Mężczyzny, który nie był w najmniejszym stopniu „mój”. Czułam się obdarowana dotykiem dłoni, chwilą, spotkaniem. To być może nieodpowiednie porównanie, bo przecież ci wszyscy właściciele kłódek myślą o czymś trwałym, wiecznym, niezniszczalnym, a nie chwili, która teraz jest, a zaraz przechodzi w inną. Marzą o bliskości, wierności, i nieprzemijalności swoich marzeń. I znajdują symbol, w który te marzenia wcielają.

Tak, marzę o bliskości, ale bez kłódki.
 
A rzeka płynie od źródła, dłużej niż trwa życie tego, który na nią patrzy, rwie po górskich zboczach, nabiera mocy, podmywa brzegi, rozlewa się szeroko, przerywa tamy, na każdym odcinku i w każdym czasie inna. Żeby gdzieś na końcu drogi spotkać się z wielką wodą.