Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drzewo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drzewo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2014

1 listopada

Widziałam miasto z wysoka. Migotały światła. Linie świateł i stada świateł, a na pobliskim cmentarzu ogniki za kolorowymi szkiełkami. "Myślisz, że oni tu przychodzą?" "Nie wiem." Słowa, kroki, cisza, zatrzymanie, śmiech. Spotkanie człowieka z człowiekiem. W miejscach, w których umierali ludzie i zwierzęta. Kopiec Krakusa, Kamieniołom Libana w dole, cała wojna ostatnia, zostały po niej ślady w kamieniach. Ciepła ciemność. Polana i ruiny. Zimny wiatr z czasów, których nie ma, ale też są. Nie znam tych historii, pojedynczych. To miejsce je zna i moje ciało. I drzewo. Przytulam się do pnia. Jest ich siedem. Siedem ramion razem wyrasta tu z ziemi. Biorę jedno w objęcia. Opieram czoło. Nurkuję. Te siedem drzew wie coś, czego ja nie wiem. Idziemy w noc, w stronę miasta. Jest dziś tak spokojnie.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

jak człowiek z górą

Od czasu, kiedy wyjęłam kota z lodówki, przestałam być sobą. To nie stało się tak natychmiast. Siedzę na polanie i patrzę na górę w oddali. I myślę, że ona do mnie nie przyjdzie. Choćbym nie wiem, jak bardzo chciała. Choćby moja wiara była dowolnie dużym ziarnkiem.
A jednocześnie wciąż trzymam w palcach to ziarnko. Zapominam, że ono istnieje, kiedy mówię, że chcę dotknąć lipy. Potem siedzę pod tą lipą. Nie pod jedną, a pod trzema. Wielkimi jak świat. Kiedy dotykam czołem kory, to znikam. Naprawdę znikam. To jest właśnie ten moment, kiedy przestaję być sobą.

I ta góra odległa. Otwieram oczy, widzę drogę. Zamykam oczy i wtedy już wszystko jest tak samo bliskie i tak samo dalekie. Wszystko, czego chcę, jest równie dalekie jak bliskie. Wszystkie góry, na które chciałam wejść, stoją tam gdzie stały.

Ludzie są podobni do gór. Ja wybieram górę, góra zaprasza mnie. Wtedy, kiedy przychodzi czas na spotkanie.

Siedzę na polanie. Chmury przesuwają się po niebie. Słońce niezmiennie w ruchu.

Sprawdzam, co się dzieje, kiedy jednak zgadzam się, żeby chcieć. Boli mnie miejsce z lewej strony klatki piersiowej. Pozwalam, żeby bolało. Im bardziej oddycham, tym bardziej staję się kimś więcej niż ta, która tu przyszła. Przez łzy widzę drugą parę oczu. Uśmiecham się.
Góra po mojej lewej, po twojej prawej, wyrasta. W myślach ma kształt ciemnozielonego stożka. Nie jest tą górą, na którą weszłyśmy. Oddycham. Nie jestem tam, bo jestem tu. Nie jestem w moich oczach, ani w twoich.
Nie jestem tym, czego chcę. Mogę pozwolić, żeby otworzyły się drzwi. I żeby się zamknęły.

czwartek, 17 maja 2012

rosnąć

W Lanckoronie na wzgórzu są pozostałości po średniowiecznym zamku. Zanim stał się ruiną, przez kilka stuleci służył możnowładcom, a pod koniec żywota zamieniony w więzienie, przestępcom. Potem budowlę wysadzono w powietrze. Wiele czasu zajęło kamieniom rozsypanie się. To proces, który trwa. Wzięły i nadal biorą w nim udział ludzkie zamysły, żywioły, rośliny, zwierzęta, stopy wędrowców. Nieustające ruchy ziemi i jej mieszkańców.

Kiedyś, dawno temu, poryw wiatru przywiał nasionko, które nic nie wiedząc o swoich przyszłych losach, zapuściło korzenie. Domyślam się jedynie, jak było na początku, a to co widzę teraz, to duże drzewo, które pod sobą ma rozsypujący się zamkowy mur. Gdyby to nasionko miało rozum podobny do ludzkiego i potrafiło planować, ani strach, ani rozsądek pewnie by mu nie pozwolił wybrać tego miejsca. Gdyby miało wybór.
Co wie nasionko o pniu drzewa? O korzeniach? O sięganiu gałęziami w niebo?
Czym jest ta wiedza, którą mamy też my, ludzie? Nie pochodząca z doświadczenia dzieciństwa, dorastania, naszych dorosłych losów jasnych i ciemnych, z mądrych książek, ale wiedza, którą ma każda komórka ciała. Taka sama, jak wiedza nasionka, co staje się drzewem, domem dla wiatru, domem dla ptaków.

To drzewo na skałach zamkowych ruin odsłania swoje korzenie, są grube, sięgają daleko wokół, omijają kamienie i wędrują w głąb w poszukiwaniu tego, co potrzebne, by żyć. Obejmują resztkę muru z każdej strony. Piją, karmią siebie i odżywiają zielone listowie. Pień jest postawny, mocny, sięga wysoko. Korona rozłożysta. Zadzieram głowę i widzę w drzewie to małe nasionko, któremu przytrafiło się miejsce trudne. Nasionko, które ma siłę wystarczającą, żeby istnieć.