Mam poglądy. Podobnie jak mam rzeczy: ubrania, meble, książki...
Noszę ubrania, jedne częściej, inne tylko na szczególne okazje. Kiedy się zużyją, kupuję nowe. Albo dostaję.
Z niektórymi rzeczami trudniej mi się rozstać.
Z poglądami mam/miałam podobnie. Nowy zachwyca. Dopóki się nie potarga całkiem, to nie wyrzucę. Albo potrzymam w szafie, bo może kiedyś się przyda.
Dziś przyglądałam się parom sprzecznych opinii na jakiś temat. I ze zdziwieniem zobaczyłam, że mogę mieć obie. Spokojnie mogę nie tylko objąć dualistyczną sprzeczność. W ogóle mi nie przeszkadza, że ta sprzeczność istnieje. Czasem to po prostu jest użyteczne, żeby nie stawać po jednej ze stron. Ty masz tak, ja mam inaczej. I to i to. Żadne tam tertium non datur. Tak i tak. A nawet nie i nie. A nawet poszli do lasu.
To nie jest najwyższy szczyt prawdy. To jedna z możliwości.
I ty też masz rację.
czwartek, 27 sierpnia 2015
wtorek, 18 sierpnia 2015
skarb
Skarbem jest spotkanie z drugim człowiekiem. Narodziliśmy się w osobnych ciałach, żebyśmy mogli rozpoznawać w nagłym blasku albo chwila po chwili, jak bardzo bliscy sobie jesteśmy. Z człowiekiem, ale też z drzewem, z deszczem, z morzem. Tak. Z morzem. Z morzem...
niedziela, 16 sierpnia 2015
kamień
Jest ze mną kamień, który złowiłam w morzu. Czarny, z rysunkiem. Te ślady, jaśniejsze niż czerń, których pochodzenia nie potrafię wyjaśnić, potrzebują wody, żeby być widziane. Więc karmię go wodą. Jak mu nie będzie tu dobrze, to kiedyś wróci do domu. Ciekawe, czy kamykowi jest wszystko jedno, że mi się podoba.
sobota, 15 sierpnia 2015
jeśli
Mogę przestać wierzyć we wszystko, w co wierzę. Mogę pozwolić sobie zwątpić we wszystko, do czego jestem przekonana. Chociaż to trudne. Bardzo niewygodne i niepokojące.
Przypływanie i odpływanie myśli, uczuć, to już wydaje mi się naturalne. Nawet jeśli wciąż żyje we mnie Mała Wróżka, która mówi: Istnieje Nieprzemijające, Oczywiście Że Istnieje. Też jest Ten Ktoś, kto siedzi na brzegu Morza i zna falowanie. Zna narodziny i śmierć Księżyca. Spadanie Gwiazd. Zna Wiatr.
A jednak, kiedy życie podaje sobie siebie z rąk do rąk, z dnia na dzień, kiedy jestem tym trwaniem, które pamięta, co robiłam wczoraj i wie mniej więcej, co będę robić jutro (jeśli nie futro). Otóż w tym pamiętaniu, trwaniu, realizacji wieloletniego projektu, jeśli w tym czymś przestaję wierzyć, to muszę się zgodzić, że ta wiara nie jest samym Życiem. Jest tworem. Mogę ją mieć, mogę jej nie mieć. Jest kolorem ściany. Łaską bytu. Odcinkiem drogi. Polem słoneczników. Śniegiem w środku lata. Poruszeniem skrzydeł motyla, dotknięciem policzka.
Może jak ten motyl usiąść na moim ramieniu. Jeśli zechce.
Przypływanie i odpływanie myśli, uczuć, to już wydaje mi się naturalne. Nawet jeśli wciąż żyje we mnie Mała Wróżka, która mówi: Istnieje Nieprzemijające, Oczywiście Że Istnieje. Też jest Ten Ktoś, kto siedzi na brzegu Morza i zna falowanie. Zna narodziny i śmierć Księżyca. Spadanie Gwiazd. Zna Wiatr.
A jednak, kiedy życie podaje sobie siebie z rąk do rąk, z dnia na dzień, kiedy jestem tym trwaniem, które pamięta, co robiłam wczoraj i wie mniej więcej, co będę robić jutro (jeśli nie futro). Otóż w tym pamiętaniu, trwaniu, realizacji wieloletniego projektu, jeśli w tym czymś przestaję wierzyć, to muszę się zgodzić, że ta wiara nie jest samym Życiem. Jest tworem. Mogę ją mieć, mogę jej nie mieć. Jest kolorem ściany. Łaską bytu. Odcinkiem drogi. Polem słoneczników. Śniegiem w środku lata. Poruszeniem skrzydeł motyla, dotknięciem policzka.
Może jak ten motyl usiąść na moim ramieniu. Jeśli zechce.
sobota, 8 sierpnia 2015
linie świata
Po
pięciu latach ja człowiek przychodzę dotknąć morza. Ono bez
pytania bierze moje stopy.
Serce
sięga dalej niż widzę. Patrzę.
Jasna
nasączona kroplą błękitu czasza odcina się wyraźną linią od
granatowej, zmarszczonej ruchami powietrza cienkiej skóry
pokrywającej nieznajomą głębię. Dwie barwy, dwa światy, między
nimi wyraźna kreska precyzyjnym zamaszystym łukiem z prawa na lewo
jak napięta cięciwa od ziemi do ziemi. Wyraźna i wyraźnie
nieistniejąca linia horyzontu.
Ileż
widzę takich linii, które wydają się być realne.
Linia
między tym, co nazywam morzem i tym, co nazywam niebem. Pomiędzy
tym, w czym mogę zanurkować, a tym, co wypełnia spragnione płuca.
Pomiędzy powietrzem, które karmi mój wdech, a tym, które właśnie
wydychasz. Między pobliską krawędzią ronda kapelusza, a odległą
kreską na twojej prawej dłoni.
Linia
pomiędzy człowiekiem i morzem. Człowiekiem i człowiekiem.
Pomiędzy
wszystkim tym nazwanym.
niedziela, 14 czerwca 2015
lato jesień zima wiosna
"Do Boliwii droga prosta", a Plantami po łuku. Koła się kręcą, Stachura mi w głowie mantruje. W cieniu bardzo starych drzew dobrze się zatrzymać na długą chwilę chłodu. Za plecami, w szpitalnej sali kobieta spod okna, co nie dawała spać, bo wołała w nocy Józiczka, już nie zawoła. Współmieszkanki pokoju łykały łzy. Nie można się chyba zżyć z kimś przez dwa dni. Ale z sobą to co innego. A łzy są swoje...
W szpitalu robią to tak, że stawiają biały parawan. Śnieżnobiały. I zamiast człowieka widać zasłonkę. Żeby mógł tam sobie jeszcze z sobą pobyć.
Patrzę na ciała, chwytające powietrze. Sobą patrzę na ciała. I na oczy wpatrzone w coś. Oczy błękitniejące niezależnie od barwy tęczówek.
W szpitalu robią to tak, że stawiają biały parawan. Śnieżnobiały. I zamiast człowieka widać zasłonkę. Żeby mógł tam sobie jeszcze z sobą pobyć.
Patrzę na ciała, chwytające powietrze. Sobą patrzę na ciała. I na oczy wpatrzone w coś. Oczy błękitniejące niezależnie od barwy tęczówek.
środa, 10 czerwca 2015
aby język
"...Aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa..."
To za mało, panie poeto, głowa mówi. Chociaż może by temu "ducha skrzydłu" zaufać.
Aby język nie był granicą poznania. Mój język, twój język. Moje bycie słuchaniem. Nasze bystre cięcia definiujące obszary prawdy. Nasze niejasne ukłucia między żebrami. Wdech w to. Słowo, na które padają osobne światła par oczu. I krok w ciemność, bez słownika, na wiarę, że jest przestrzeń. Na stopę w chmurach.
To za mało, panie poeto, głowa mówi. Chociaż może by temu "ducha skrzydłu" zaufać.
Aby język nie był granicą poznania. Mój język, twój język. Moje bycie słuchaniem. Nasze bystre cięcia definiujące obszary prawdy. Nasze niejasne ukłucia między żebrami. Wdech w to. Słowo, na które padają osobne światła par oczu. I krok w ciemność, bez słownika, na wiarę, że jest przestrzeń. Na stopę w chmurach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)