Polubiłam Światowe Dni Młodzieży. Wcale nie kpię. Tym razem będzie na serio. Jeżdżę po mieście rowerem i od dwóch dni to jest inne miasto, nowe. Na ulicach coraz bardziej kolorowi ludzie, coraz więcej przestrzeni i oddechu. Kraków mimo leżenia w Europie, faktycznie jakby leżał. Może nawet smog się bierze z tego leżenia. Duszno.
Ale nie teraz. Teraz tu się dzieje większy świat. Ludzie, którzy przyjechali się modlić sprawiają, że miasto świeci nowym światłem.
Ta religia nie jest w ogóle moją religią, ale kiedy zbierają się ludzie, którzy są przepełnieni jasnością i otwartością, to wydarza się coś niezwykłego, co przekracza literę ksiąg.
To są też ludzie, którzy tak bardzo się różnią. Nie tylko kolorem skóry, językiem, ruchami ciała, temperamentem. Zrobiło się żywo i prawdziwie. Nie bądźmy wszyscy tacy sami. Kiedy nie jesteśmy, jest piękniej i prawdziwiej. Czasem nawet zabawniej.
Na przystanku mijam młodego mężczyznę. Niesie mały plecak. A w plecak wbitą ma (większą od plecaka) flagę USA. Dla niego też jest miejsce w kolorowym tłumie. Powiewa coś, co dla niego jest cenne.
Na Placu Wolnica Festiwal Młodych. Ze sceny rozbrzmiewają dźwięki, których nie lubię. Ale i tak lubię to wszystko. Dziewczyna przez mikrofon opowiada, jak idąc przez ból serca spotkała Jezusa. A mnie jest dobrze z tymi wszystkimi ludźmi, którzy odnajdują radość istnienia. Każdy na swój sposób.
Rower niesie mnie dalej. Lekko z wiatrem, ponad rzeką.
poniedziałek, 25 lipca 2016
sobota, 16 lipca 2016
drżenie
Znowu czuję, jak drży Ziemia. Jesteśmy trochę ludźmi, trochę zwierzętami, trochę wielobarwnymi aniołami, a trochę i ziemskim prochem. Więc drżymy też.
Sypią się struktury: kruszą się, pękają, wybuchają, toną. Nie da się tego zatrzymać.
Byki są przewidywalne. Kiedy dać im czerwoną płachtę, atakują. Gdyby świat uczynić przewidywalnym inaczej, jak ten człowiek, co tu gada z bykiem... Gdyby...
Kiedyś było prosto: nie trzymaj łokci na stole; nie pyskuj, bo dostaniesz w łeb; słuchaj dorosłych; siedź cicho, nie wtrącaj się, jak starsi rozmawiają; dzieci i ryby... No cóż, było prosto, ale nie działa.
Dziś wydaje się, że potrzebna jest innego rodzaju mądrość, poszukiwanie tej mądrości. Empatia na pewno, wysokiej jakości komunikacja, trwanie przy sobie i uznanie inności innych, szacunek.
Pema Chodron z okazji swoich 80-tych urodzin prosi o praktykowanie dziś właśnie Dnia Pokoju.
Jutro też Ktoś ma urodziny. Powiem więcej - codziennie Ktoś ma urodziny. Świętujmy je wspólnie, dopóki jeszcze świętujemy.
czwartek, 27 sierpnia 2015
prawo i lewo wyłączonego środka
Mam poglądy. Podobnie jak mam rzeczy: ubrania, meble, książki...
Noszę ubrania, jedne częściej, inne tylko na szczególne okazje. Kiedy się zużyją, kupuję nowe. Albo dostaję.
Z niektórymi rzeczami trudniej mi się rozstać.
Z poglądami mam/miałam podobnie. Nowy zachwyca. Dopóki się nie potarga całkiem, to nie wyrzucę. Albo potrzymam w szafie, bo może kiedyś się przyda.
Dziś przyglądałam się parom sprzecznych opinii na jakiś temat. I ze zdziwieniem zobaczyłam, że mogę mieć obie. Spokojnie mogę nie tylko objąć dualistyczną sprzeczność. W ogóle mi nie przeszkadza, że ta sprzeczność istnieje. Czasem to po prostu jest użyteczne, żeby nie stawać po jednej ze stron. Ty masz tak, ja mam inaczej. I to i to. Żadne tam tertium non datur. Tak i tak. A nawet nie i nie. A nawet poszli do lasu.
To nie jest najwyższy szczyt prawdy. To jedna z możliwości.
I ty też masz rację.
Noszę ubrania, jedne częściej, inne tylko na szczególne okazje. Kiedy się zużyją, kupuję nowe. Albo dostaję.
Z niektórymi rzeczami trudniej mi się rozstać.
Z poglądami mam/miałam podobnie. Nowy zachwyca. Dopóki się nie potarga całkiem, to nie wyrzucę. Albo potrzymam w szafie, bo może kiedyś się przyda.
Dziś przyglądałam się parom sprzecznych opinii na jakiś temat. I ze zdziwieniem zobaczyłam, że mogę mieć obie. Spokojnie mogę nie tylko objąć dualistyczną sprzeczność. W ogóle mi nie przeszkadza, że ta sprzeczność istnieje. Czasem to po prostu jest użyteczne, żeby nie stawać po jednej ze stron. Ty masz tak, ja mam inaczej. I to i to. Żadne tam tertium non datur. Tak i tak. A nawet nie i nie. A nawet poszli do lasu.
To nie jest najwyższy szczyt prawdy. To jedna z możliwości.
I ty też masz rację.
wtorek, 18 sierpnia 2015
skarb
Skarbem jest spotkanie z drugim człowiekiem. Narodziliśmy się w osobnych ciałach, żebyśmy mogli rozpoznawać w nagłym blasku albo chwila po chwili, jak bardzo bliscy sobie jesteśmy. Z człowiekiem, ale też z drzewem, z deszczem, z morzem. Tak. Z morzem. Z morzem...
niedziela, 16 sierpnia 2015
kamień
Jest ze mną kamień, który złowiłam w morzu. Czarny, z rysunkiem. Te ślady, jaśniejsze niż czerń, których pochodzenia nie potrafię wyjaśnić, potrzebują wody, żeby być widziane. Więc karmię go wodą. Jak mu nie będzie tu dobrze, to kiedyś wróci do domu. Ciekawe, czy kamykowi jest wszystko jedno, że mi się podoba.
sobota, 15 sierpnia 2015
jeśli
Mogę przestać wierzyć we wszystko, w co wierzę. Mogę pozwolić sobie zwątpić we wszystko, do czego jestem przekonana. Chociaż to trudne. Bardzo niewygodne i niepokojące.
Przypływanie i odpływanie myśli, uczuć, to już wydaje mi się naturalne. Nawet jeśli wciąż żyje we mnie Mała Wróżka, która mówi: Istnieje Nieprzemijające, Oczywiście Że Istnieje. Też jest Ten Ktoś, kto siedzi na brzegu Morza i zna falowanie. Zna narodziny i śmierć Księżyca. Spadanie Gwiazd. Zna Wiatr.
A jednak, kiedy życie podaje sobie siebie z rąk do rąk, z dnia na dzień, kiedy jestem tym trwaniem, które pamięta, co robiłam wczoraj i wie mniej więcej, co będę robić jutro (jeśli nie futro). Otóż w tym pamiętaniu, trwaniu, realizacji wieloletniego projektu, jeśli w tym czymś przestaję wierzyć, to muszę się zgodzić, że ta wiara nie jest samym Życiem. Jest tworem. Mogę ją mieć, mogę jej nie mieć. Jest kolorem ściany. Łaską bytu. Odcinkiem drogi. Polem słoneczników. Śniegiem w środku lata. Poruszeniem skrzydeł motyla, dotknięciem policzka.
Może jak ten motyl usiąść na moim ramieniu. Jeśli zechce.
Przypływanie i odpływanie myśli, uczuć, to już wydaje mi się naturalne. Nawet jeśli wciąż żyje we mnie Mała Wróżka, która mówi: Istnieje Nieprzemijające, Oczywiście Że Istnieje. Też jest Ten Ktoś, kto siedzi na brzegu Morza i zna falowanie. Zna narodziny i śmierć Księżyca. Spadanie Gwiazd. Zna Wiatr.
A jednak, kiedy życie podaje sobie siebie z rąk do rąk, z dnia na dzień, kiedy jestem tym trwaniem, które pamięta, co robiłam wczoraj i wie mniej więcej, co będę robić jutro (jeśli nie futro). Otóż w tym pamiętaniu, trwaniu, realizacji wieloletniego projektu, jeśli w tym czymś przestaję wierzyć, to muszę się zgodzić, że ta wiara nie jest samym Życiem. Jest tworem. Mogę ją mieć, mogę jej nie mieć. Jest kolorem ściany. Łaską bytu. Odcinkiem drogi. Polem słoneczników. Śniegiem w środku lata. Poruszeniem skrzydeł motyla, dotknięciem policzka.
Może jak ten motyl usiąść na moim ramieniu. Jeśli zechce.
sobota, 8 sierpnia 2015
linie świata
Po
pięciu latach ja człowiek przychodzę dotknąć morza. Ono bez
pytania bierze moje stopy.
Serce
sięga dalej niż widzę. Patrzę.
Jasna
nasączona kroplą błękitu czasza odcina się wyraźną linią od
granatowej, zmarszczonej ruchami powietrza cienkiej skóry
pokrywającej nieznajomą głębię. Dwie barwy, dwa światy, między
nimi wyraźna kreska precyzyjnym zamaszystym łukiem z prawa na lewo
jak napięta cięciwa od ziemi do ziemi. Wyraźna i wyraźnie
nieistniejąca linia horyzontu.
Ileż
widzę takich linii, które wydają się być realne.
Linia
między tym, co nazywam morzem i tym, co nazywam niebem. Pomiędzy
tym, w czym mogę zanurkować, a tym, co wypełnia spragnione płuca.
Pomiędzy powietrzem, które karmi mój wdech, a tym, które właśnie
wydychasz. Między pobliską krawędzią ronda kapelusza, a odległą
kreską na twojej prawej dłoni.
Linia
pomiędzy człowiekiem i morzem. Człowiekiem i człowiekiem.
Pomiędzy
wszystkim tym nazwanym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
