środa, 10 czerwca 2015

[...]

To jest ten rodzaj ciszy, że słyszę w niej, jak idą słowa.

tęsknienie

Tęsknię za oceanem. Ale to dziwne. Nigdy nie byłam tam dokąd tęsknię. I nie wiem co to, ale mocno, że aż boli.
A może to nie dziwne (głowa sobie skrobie)... tęsknienie jest normalne takie. I że boli, to też normalne.
A może byłam.

[kadry, słowa, słowa-klucze]

Idę powoli, patrzę na świat, mijam mężczyznę, lat może dziewięćdziesiąt. Ma najbardziej uśmiechnięte oczy, jakie widziałam. Mówi do mnie: „elegancka dama”. Bardziej nie mógł mnie rozśmieszyć. Idę dalej, zerkam w lustro mijanej witryny: dość zakręcona kolorowa czapka licealistki, płaszcz, buciory. Wyszukany komplement. Albo problemy ze wzrokiem. Ale w tym lustrze, wiem, widzę i czuję, błyszczą też oczy. Odbijają się we wzroku przechodniów.
Miła zaczepka, słowo powiedziane głośno, które odrobinę wybiega poza wyuczony dystans obowiązujący w naszej kulturze. Oby więcej takich kroków w pustą przestrzeń pomiędzy płytkami chodnikowymi. Oby więcej ludzkich uśmiechów, słów, spojrzeń, znaczeń, karmiących Istnienia czasem zbyt osobne.
Kilka dni później wychodzę, ważny dzień. Po raz pierwszy od może dziesiątek lat, zaplatam warkocz. Nie idzie mi to. „Krzywo” - komentuję do lustra. Siedmiolatek stoi niedaleko, zaciekawiony przygląda się kłosowi włosów na mojej głowie i mówi - „Jesteś zbyt piękna, żeby to docenić”.
Złotousty Chłopiec.
Bądźmy tacy właśnie.
Gdzieś między irytacją, pośpiechem, codziennością, znajdźmy czas na dobre słowa, na życzliwość.

słowo



Słowo "życie", spośród znanych części mowy, najbardziej przypomina czasownik. Zdaje mi się, że jest też uczuciem. Takim nieosobnym, nie-antropocentrycznym. Niecentrycznym w ogóle. Słowa tylko krążą, próbują, jakoś.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

metafilozofia przekraczania rzeki

Kiedy czytam u Wilbera o metagranicach i metametagranicach, tych ludzkich tworach umysłu, który rozcinają Niepodzielone na rozliczne światy nieistniejące, kiedy patrzę na całą konstrukcję, która z tego powstała przez wieki (nieistniejącego czasu) i kiedy potem myślę o tym wszystkim idąc wielkim mostem nad wielką rzeką, to wiem, że ten most nie runął jeszcze, bo ktoś to wszystko dobrze policzył. Wziął równania różniczkowe, zaczerpnął garść zmiennych ze świata ułudy, zamieszał precyzyjnie i udało się. Przeszłam suchą stopą. Most to jest genialne osiągnięcie, nie jedyne, są na przykład promy kosmiczne, których nie używam na co dzień i inne cuda. 
Czas nie istnieje. A most działa. Takie mam wspomnienie. I zaraz wstanę, ubiorę buty i sprawdzę to jeszcze raz. Chyba że mi się coś innego przyśni.
Poranek pachnie kawą. Most jest myślą. Łatwiej przekroczyć rzekę niż granicę między dwoma ludzkimi istotami.

czwartek, 4 czerwca 2015

boże ciało

Boże ciało świętuje na leżaku. Świeci na nie boże słońce, płynie boża rzeka. Siła grawitacji robi swoje. Powieki opadają w sen. Za firaną rzęs skrzydła ptaków grają z wiatrem. Na drugim brzegu ruchome sylwetki i ich cienie wydają się mniejsze. Z ciepłych ramion wyrasta opowieść o lecie w dolinie ludzi.

oddziały wewnętrzne

Dziwnie jest wjechać rowerem w ścianę. Część "ja" jedzie, a inna część woli skręcić. Niby nic się nie stało.
W szpitalnej sali staruszka powiedziała dość głośnym szeptem: "jak mi odepną kroplówkę, to stąd spierdzielam". Wydało mi się to trochę rozsądne. A trochę nie.
Niedawno szedł za nami mężczyzna, który rozmawiał sam z sobą. To była przedziwna rozmowa. Był jeden, ale w środku było ich co najmniej dwóch. I się spierali o coś, mocno się spierali. Później syn mnie spytał: "Czy to był ziemski człowiek?" Spodobało mi się to określenie na niezwykłość ludzkiego istnienia.
Bo istnienie jest niezwykłe, jakby nie patrzeć.