poniedziałek, 16 grudnia 2013
niedzielnie
Teatrzyk dla dzieci w Piwnicy Pod Baranami, Diabeł wziął i porwał mnie do tańca. Poprowadził, zakręcił. Radośnie było i w podzięce, odchodząc już ze sceny, zabrałam mu widły. Przedstawienie trwało sobie dalej, Diabeł, Aniołek, Święty Mikołaj, piosenki, zagadki, dzieci się cieszyły, na koniec wszyscy dostali cukierki. Do sztuki teatralnej daleko temu przedstawieniu, ale czas dobry no i słodko. Tytus brykał z kolegą. A ja się zastanawiałam, skąd ten Diabeł wiedział, że chętnie z nim zatańczę;-)
wierzę w Mikołaja
Właśnie pomyślałam... Mikołaj... prezenty. Co ja dziś dostałam? Dużo, bardzo dużo. Obudziłam się. Było ciepło, mogłam ugotować śniadanie. Czas dla siebie, w ciszy. Potem poszłam z Dzieckiem do przedszkola, udało nam się nie fiknąć na lodzie. Kawałek dobrej książki w tramwaju. Telefon do Mamy, bo ma urodziny. Praca, ta, którą lubię coraz bardziej; moja pasja, fascynacja, droga, czasem też wyzwanie. Rozmowa. Naleśniki. Garść myśli o tym co ważne. Sto garści myśli trudnych, ale potrzebnych. Radość, smutek, wzruszenie, wdzięczność, a wszystko w jednym. I nawet udało się przy tym nie spalić naleśników. Pogwizdywanie wiatru. Ciemność wieczoru. Dziecko wróciło i opowiada swoje historie. Kawa pachnie. Idę się uczyć; tego co lubię. Jeszcze Spotkanie, droga dokądś... Dzień sobie wędruje, ja z nim razem. Dobry dzień.
poranek
Lubię ten pierwszy śnieg. To, że każdej zimy może być pierwszy. Tak jakby każda zima mogła być pierwsza. Czekanie na nią. Każdego roku inne. Płatek wiruje przez chwilę, całe stada płatków. Wiruje i ginie. Przychodzi, przemija. Szybko. Czekanie ma w sobie coś bolesnego i przyjemnego jednocześnie. Prawie mogę dotknąć tych listopadów z dzieciństwa. Codzienne wypatrywanie za oknem: czy to już? Niecierpliwie. I to uczucie radości, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Najbardziej przypomina mi morze. Odległe o kilkaset kilometrów tęsknoty. Droga przez noc i potem bieg na plażę. Widok po horyzont, zapach, dźwięk.
Śnieg jak morze. Bardziej ulotny, a podobnie tęskniony.
Im dalej mi od bycia dzieckiem, im więcej lat i zim, tym więcej spraw wokół tego śniegu. Że rękawiczki, że buty naszykować. I myśl, że może jednak wziąć parasol. Wyśmiałam tę myśl. Ale dziesiątki lat temu zupełnie nie przyszłaby mi do głowy.
Dzisiejszy poranek. Zdziwienie. Uśmiech. I jeszcze to, że nie jestem sama w tej radości. Śnieg sypie się na świat. "Tytus, popatrz przez okno." Dziecko otwiera zaspane oczy, podchodzi do balkonu. I chociaż stoi do mnie tyłem, to ja widzę, jak się uśmiecha.
Dziś przed pierwszym śniegiem śniło mi się stado pszczół. Nie rój, a stado właśnie.
Śnieg jak morze. Bardziej ulotny, a podobnie tęskniony.
Im dalej mi od bycia dzieckiem, im więcej lat i zim, tym więcej spraw wokół tego śniegu. Że rękawiczki, że buty naszykować. I myśl, że może jednak wziąć parasol. Wyśmiałam tę myśl. Ale dziesiątki lat temu zupełnie nie przyszłaby mi do głowy.
Dzisiejszy poranek. Zdziwienie. Uśmiech. I jeszcze to, że nie jestem sama w tej radości. Śnieg sypie się na świat. "Tytus, popatrz przez okno." Dziecko otwiera zaspane oczy, podchodzi do balkonu. I chociaż stoi do mnie tyłem, to ja widzę, jak się uśmiecha.
Dziś przed pierwszym śniegiem śniło mi się stado pszczół. Nie rój, a stado właśnie.
chwila światła w listopadzie
Dziś rano idziemy do przedszkola. Tytus trochę marudzi, niewyspany. Za wcześnie dla niego. Ja mówię, że słońce piękne. A on: szkoda, że te kałuże. Odpowiadam: Synku, ale popatrz, jak pięknie w nich świat błyszczy. Widzę, że zaczyna podskakiwać. Wyschnie, ziemia wyschnie od tego słońca. Trzymamy się za ręce i jest tak zwyczajnie, a ja doświadczam radości. Że ta chwila się nam przydarzyła, razem, w tym wielkim kosmosie akurat ta chwila szczęścia, akurat ja tu jestem. Akurat to widzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)