Wychodząc z wielkiej ciemności trzeba przekroczyć nieznane miejsca, progi, strażników, którzy bronią starych światów. Zburzyć te stare albo pozwolić im odejść. Otworzyć oczy, kiedy nie wiadomo, co jest po drugiej stronie powiek. Zaufać Sprzymierzeńcom, rozpoznać ich, zatańczyć z nimi. Wyjść z zamrożenia. Krok po kroku. Zobaczyć Siebie od nowa.... Taką/Takiego, jakiego się nie spodziewało zobaczyć. Spotkać łzy, smutek, złość, radość. Stanąć nago, stanąć Samej/Samemu, w ogniu, przytulić się do Ziemi... zaufać, chociaż wiele razy to zaufanie tak bardzo bolało. Upaść, poddać się, potem wstać, iść dalej... Uwierzyć, że można wziąć oddech. Wreszcie wziąć ten oddech. Jeszcze tysiąc razy zwątpić i uwierzyć od nowa.
Pełnia i szczęście... były na początku i będą, i może są też przez cały czas. Ale ta pojedyncza droga może być trudna... może być...
czwartek, 31 października 2013
ile
Ile oczu jeszcze trzeba otworzyć, żeby wejść w związek z Człowiekiem, a nie na przykład z własnym pragnieniem bycia kochaną...
złość radość
Złość sporo potrafi. Kiedy ją poczuję, może mi na przykład pokazać, że ktoś naruszył moje granice. Kiedy ją wyrażę w sposób nieuważny, mogę sprawić, że ktoś poczuje się zraniony. Mogę się bać ją czuć i wyrażać, mogę nawet nie chcieć jej widzieć czy też przyjmować.
Bałam się złości, przez całe lata była ona dla mnie trudna i nieświadomie używałam mechanizmów, które mnie przed nią chroniły. Na przykład zamieniałam złość w smutek. Kiedy byłam dziewczynką, nie pozwalano mi na złość. A jednocześnie miałam z nią kontakt i ona była straszna, niechciana. Dorośli mogli się złościć, ja mogłam się przed tym chronić.
Ostatnio odkryłam, że mogę czuć złość samą w sobie. I że potrafię przywołać to uczucie, na przykład wracając pamięcią do konkretnej sytuacji. Mówiąc "złość sama w sobie" mam na myśli, że złość może nie być na kogoś. To taka szczególna sytuacja, kiedy nie ma podmiotu. Jest emocja, energia w ciele. Czucie. Kiedy pozwolę sobie, żeby to czucie było, kiedy pozwalam mu istnieć, bez oceniania, tłumaczenia, analizowania, nazywania, wtedy w ciele robi się ciepło. Zaczyna się tlić, rozpalać. Przód ciała, klatka piersiowa i niżej, serce, i jeszcze niżej, splot słoneczny. Czucie pulsujące wraz z oddechem. Daję uwagę temu miejscu, zgadzam się na to. To robi się coraz bardziej gorące. I razem z tym może przyjść radość. Wędruję myślą za tą radością. Może jest tak, że cieszę się, bo wreszcie mam dostęp do czegoś wcześniej wykluczonego. Uznaję ten złoszczący się kawałek siebie, przywołuję go do istnienia. A może złość, już teraz nieprzykrywana smutkiem odsłania to, co ten smutek osnuł ciemną chmurą. Może ta radość sobie tam mieszka, a ja tylko rozpalam ogień, z uważnością, z ciekawością.
Złość, radość.
Bałam się złości, przez całe lata była ona dla mnie trudna i nieświadomie używałam mechanizmów, które mnie przed nią chroniły. Na przykład zamieniałam złość w smutek. Kiedy byłam dziewczynką, nie pozwalano mi na złość. A jednocześnie miałam z nią kontakt i ona była straszna, niechciana. Dorośli mogli się złościć, ja mogłam się przed tym chronić.
Ostatnio odkryłam, że mogę czuć złość samą w sobie. I że potrafię przywołać to uczucie, na przykład wracając pamięcią do konkretnej sytuacji. Mówiąc "złość sama w sobie" mam na myśli, że złość może nie być na kogoś. To taka szczególna sytuacja, kiedy nie ma podmiotu. Jest emocja, energia w ciele. Czucie. Kiedy pozwolę sobie, żeby to czucie było, kiedy pozwalam mu istnieć, bez oceniania, tłumaczenia, analizowania, nazywania, wtedy w ciele robi się ciepło. Zaczyna się tlić, rozpalać. Przód ciała, klatka piersiowa i niżej, serce, i jeszcze niżej, splot słoneczny. Czucie pulsujące wraz z oddechem. Daję uwagę temu miejscu, zgadzam się na to. To robi się coraz bardziej gorące. I razem z tym może przyjść radość. Wędruję myślą za tą radością. Może jest tak, że cieszę się, bo wreszcie mam dostęp do czegoś wcześniej wykluczonego. Uznaję ten złoszczący się kawałek siebie, przywołuję go do istnienia. A może złość, już teraz nieprzykrywana smutkiem odsłania to, co ten smutek osnuł ciemną chmurą. Może ta radość sobie tam mieszka, a ja tylko rozpalam ogień, z uważnością, z ciekawością.
Złość, radość.
dziewczynka
Życie składa się z małych mgnień. To, w jaki sposób one wpiszą się w większą całość, jest czasem nieprzewidywalne...
Wczoraj zobaczyłam chwilę z życia dziewczynki. Szła z mamą i młodszą siostrą. Miała może dziesięć lat, piękną twarz, długie jasne włosy. Niosła futerał na skrzypce. Szła i płakała. Kiedy je mijałam, usłyszałam jak mama mówi: "Ty nie potrafisz nic! Ćwiczyłaś i się nic nie nauczyłaś. Jak to jest możliwe???" Padał deszcz. Te słowa i te łzy na twarzy dziewczynki niosłam jeszcze długo ze sobą. Żałuję, że nie dotarły szybciej z serca do głowy, że nie znalazłam dobrych słów na tę chwilę.
Trudno mi jest je nawet teraz poskładać. Mnie się to wydaje takie oczywiste, że nie należy dziecku, swojemu ukochanemu dziecku mówić słów, które ranią i które zakorzeniają się w tej młodej Istocie. A powtarzane tworzą fundament, na którym z trudem i mozolnie trzeba potem budować siebie lepszego niż ten obraz kreślony w krzywym zwierciadle oczekiwań matki.
Bądźmy dobrzy dla siebie, a szczególnie dla dzieci. Wiem, że to nie jest łatwe być w mądry sposób dobrym. Może nawet szkoda, że to nie jest łatwe.
Jeśli kiedyś usłyszysz, że mówię słowa, które mogą ranić, to proszę, powiedz mi o tym. Posłucham.
Wczoraj zobaczyłam chwilę z życia dziewczynki. Szła z mamą i młodszą siostrą. Miała może dziesięć lat, piękną twarz, długie jasne włosy. Niosła futerał na skrzypce. Szła i płakała. Kiedy je mijałam, usłyszałam jak mama mówi: "Ty nie potrafisz nic! Ćwiczyłaś i się nic nie nauczyłaś. Jak to jest możliwe???" Padał deszcz. Te słowa i te łzy na twarzy dziewczynki niosłam jeszcze długo ze sobą. Żałuję, że nie dotarły szybciej z serca do głowy, że nie znalazłam dobrych słów na tę chwilę.
Trudno mi jest je nawet teraz poskładać. Mnie się to wydaje takie oczywiste, że nie należy dziecku, swojemu ukochanemu dziecku mówić słów, które ranią i które zakorzeniają się w tej młodej Istocie. A powtarzane tworzą fundament, na którym z trudem i mozolnie trzeba potem budować siebie lepszego niż ten obraz kreślony w krzywym zwierciadle oczekiwań matki.
Bądźmy dobrzy dla siebie, a szczególnie dla dzieci. Wiem, że to nie jest łatwe być w mądry sposób dobrym. Może nawet szkoda, że to nie jest łatwe.
Jeśli kiedyś usłyszysz, że mówię słowa, które mogą ranić, to proszę, powiedz mi o tym. Posłucham.
kierunek
Mój sześcioletni Syn na czworakach idzie przez pokój.
- Mamo, czy idę na północ?
- Nie, Synku. To jest południowy zachód.
- A teraz?
- Północny wschód.
- A teraz?
- Zachód.
- A teraz?
Patrzę i chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią.
- Teraz idziesz we wszystkich kierunkach.
Tytus zatacza krąg i jeszcze jeden, i jeszcze, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.
Przypominam sobie krąg, tę przestrzeń bycia razem, w której zasiadają ludzie, żeby spotkać siebie i siebie nawzajem.
Gdzie można mówić otwarcie, prawdziwie, z serca. Nie w jakimś konkretnym kierunku. We wszystkich kierunkach.
- Mamo, czy idę na północ?
- Nie, Synku. To jest południowy zachód.
- A teraz?
- Północny wschód.
- A teraz?
- Zachód.
- A teraz?
Patrzę i chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią.
- Teraz idziesz we wszystkich kierunkach.
Tytus zatacza krąg i jeszcze jeden, i jeszcze, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.
Przypominam sobie krąg, tę przestrzeń bycia razem, w której zasiadają ludzie, żeby spotkać siebie i siebie nawzajem.
Gdzie można mówić otwarcie, prawdziwie, z serca. Nie w jakimś konkretnym kierunku. We wszystkich kierunkach.
środa, 21 sierpnia 2013
słońcem
Nauczyłam się już widzieć strach i nie zamykać na niego oczu. Strach, że moje serce staje się bezbronne, kiedy kocham.
Nauczyłam się mówić "kocham" i nie czekać, co echo na to. Nauczyłam się nie bać wypowiadać swoją prawdę.
Nauczyłam się słuchać wiatru i ufać, że chmury, kiedy znikają, stają się tym, czym mają się stać.
Umiem leżeć na Ziemi i całować Ziemię, i oddawać jej moje łzy.
Umiem być wodą. I ogniem. I księżycem. I tańcem.
I jeszcze tylko to... kiedy nadstawiam twarz do słońca... wtedy wciąż jeszcze się boję. Nie słyszę słów, które słyszę. Kiedy mówisz, że mnie kochasz. Nie słyszę Cię. Jak kwiat, który zapomniał rozchylić płatki. Jak to w ogóle możliwe, że kwiat mógł zapomnieć.
Jeszcze nie jestem słońcem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)