wtorek, 18 grudnia 2012

czas na słowa


Jestem. Pracuję, robię, działam. I w tym działaniu niektóre zadania leżą i bezgłośnie kwiczą... Tak jakby czas istniał w innym wymiarze i kapał mi tylko troszeczkę. I mówił do mnie o tak: "Kap, kap, dam ci siebie tylko tyle. I nie ma mnie więcej". Obiektywnie to nie ma żadnego sensu. Bo zegarem normalnie mierząc, można zrobić i to, i to, i to. I jakoś to się nie robi. Kap, kap, kap. Tylko tyle. Nie masz więcej, masz tylko tyle. Możesz zrobić odtąd dotąd i być. Być, tak, możesz. A działać nie. Stop. Kawa. Oddech. Fala, odpływ...

Jestem. Sen, znak, powiew wiatru, spotkanie, słońce schowane, uśmiech, ból. I z tego wszystkiego słowa. Słowa płyną, płyną, płyną. Kiedy tak płyną, wtedy już nie chcę niczego więcej... Niczego więcej niż słowa.

niedziela, 16 grudnia 2012

"Wariacje"


Dziś byłam w teatrze dla dzieci. Teatr PARAWAN, Dworek Białoprądnicki w Krakowie, tu niedaleko. Przedstawienie pod tytułem „Wariacje”. I więcej niż polecam.

Sztuka dobra i dla małych, i dla dużych. Może nie za małych albo nie dla wszystkich małych. Pięciolatek, za przyczyną którego tam się znalazłam, na pewno polubił teatr. A ja poczułam magię sceny. I wzruszenie. W przedstawieniu grało czterech aktorów, ze dwie setki pudełek, świetna muzyka, ruch, ciała, taniec, przestrzeń, dźwięki, konstrukcje, budowle. I w tym wszystkim… ani jednego słowa. Abstrakcja przepełniona znakami możliwymi do odczytania na wielu różnych poziomach i jeszcze czymś tajemniczym. Tytus kilka razy wyszeptał pytanie: „ale jak on wyszedł z tego pudełka?” To było niebagatelne pytanie, bo pudełka miały rozmiar mniej więcej, licząc w centymetrach 40 na 50 na 12. I aktorzy się z nich wyłaniali.

Nie będę więcej, i tak za dużo powiedziałam. Jedyna szkoda, że publiczność bardzo nieliczna, może większość już myśli o choinkach. Mnie pojaśniało, wciąż jeszcze można wierzyć w sztukę.

piątek, 14 grudnia 2012

moje są moje słowa

Bardzo utożsamiam się z tym, co piszę. Mieszkam w swoich słowach, żyję w swoich słowach, karmię się i nimi oddycham. Gdybym przestała pisać, byłabym kimś innym. Gdybym pisała coś innego, byłabym już nie tym, kim jestem. I chociaż one są takie okropnie ważne, to przecież moją prawdziwą naturą nie jest słowo. Wygląda na to, że może dusza utkana ze światła (jak to dusza) mieszka nie tylko w ciele, ale też w słowie. 

Więcej. Słowo po to jest (i może przede wszystkim po to), żeby sięgnąć dalej. W stronę spotkania. Staje się okiem, dłonią, skórą, paznokciem. Język jako narzędzie komunikacji i jako organ zmysłu.

Jest w tym wszystkim trochę prawdy.

środa, 5 grudnia 2012

uśmiech

- Pani to się zawsze tak uśmiecha - przywitał mnie sąsiad w windzie. - Musi się pani wszystko świetnie układać. "Musi" - pomyślałam i chyba mi trochę mina zrzedła, bo sąsiad dodał: - Oj, ja to jak już coś powiem.... "Ale pan też się uśmiecha" - odparowałam. - No właśnie, no właśnie - zadumał się sąsiad.
Potem uzgodniliśmy, że od nie uśmiechania i tak lepiej się nie dzieje. I wysiadłam.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

o istnieniu

Może… jeśli będę wystarczająco długo patrzeć w Ciebie, to się zjawisz. 
Albo popatrzę na Siebie samą i to ja zaistnieję.

kto wie

Nie ma niczego, co mogłabym zrobić, żeby dosięgnąć. Nie ma owocu na tej gałęzi. Gałęzi nie ma. Śni się drzewo. Jest samo tylko sięganie, bez wyciągniętej ręki. Jeszcze jest mgła, w której ręka niczego nie spotyka. A jednak dusza wie, patrzy z oczu do oczu. Potem mruga, zasuwa powieki i nie troszczy się o sen o wyciągniętej ręce. Dusza bez skóry dotyka. Ja nie wiem.

sobota, 1 grudnia 2012

lustereczko, powiedz

Od kilku tygodni moje lustro inaczej ze mną rozmawia. Coś się zmieniło. Albo Ta, Która Patrzy jest nowa, albo Ta Po Drugiej Stronie. Kiedy się nad tym zastanawiam, to zauważam, że nie wiem, która jest która. Co jakiś czas sprawdzam, czy to chwilowy efekt wynikający z układu planet albo fazy księżyca, ale to nie znika. Lubię swoje oczy i usta, i zmarszczki. I właściwie nie znajduję w lustrze nic, czego bym nie lubiła. Chciałabym wiedzieć, jak do tego doszło. I co dzieje się z ciałem, które wydaje się zmieniać na skutek tego, jak na nie patrzę. Nie tylko wydaje się. Zmiana jest wyraźna i nawet dałoby się ją zmierzyć w 3D.

To lustro jest większe niż widzę. Na pewno sięga głębiej, do tego miejsca, w którym mogą się spotkać Ta, Która Patrzy z Tą, Która Jest Widziana. W miejscu, w którym granica między Jedną i Drugą zamienia się w bezczasowy zawrót głowy. Lustro sięga też dalej. Inaczej widzę Ciebie. Od nowa widzę. Widzę bez słów.